
W wątku o promocji astronomii przez astrofotografię trwa dyskusja na temat sensowności tego procederu, a także o podejściu do astrofotografii – ogólnie. Tak się składa, że pojawiają mi się pewne wnioski, które kiełkują już od dawna.
Pytanie jest proste – dlaczego zawodowi astronomowie nie akcepetują środowisk amatorów tak, jakby można było tego oczekiwać. Dlaczego mają ambiwalentny stosunek do astrofotografii popularnej?
Spróbuję, może nie tyle odpowiedzieć, co zaszczepić pewną polemikę, która mam nadzieję, uświadomi istnienie mitów i sporego niezrozumienia “branży” – co ciekawe, problem dotyczy bardziej zawodowych astronomów.
Trzeba mieć na uwadze, że moja wypowiedź jest mocno subiektywna i opiera się głównie na własnych doświadczeniach, a jak wiadomo, tezy na podstawie takich założeń obarczone są sporym ryzykiem uogólnienia. Ale co tam – to blog, więc zakładam, że traktujecie te teksty z lekkim przymrużeniem oka. Ot lekka lektura przed snem.
Przez te kilka lat ten temat pojawiał się dosyć często przy okazji wielu rozmów, czy to z astronomami, czy amatorami. Ciekawe jest to, że praktycznie w większości przypadków, kontakt ze światem ludzi zajmujących się zawodowo astronomią, był dosyć – nazwę to – specyficzny. Daje się odczuć delikatną wrogość. To może za mocne słowo, ale coś jest na rzeczy. Większość rozmówców deklaruje często, że to ze względu na jakąś nieopisaną, mroczną przeszłość. Że coś w ich karierze zawodowej spowodowało, że mają taki, a nie inny stosunek do amatorów.
A ja myślę, że jest inaczej. Astronomowie uważają, że astronomia wcale nie jest dla każdego, a przeciętny amator marnotrawi czas i pieniądze. Poza tym – dochodzi do tego czynnik ekonomiczny, bo jak wiemy, w tym kraju poświęcając się nauce, poświęca się także dobra doczesne, bo trudno wyżyć z głodowych wynagrodzeń. Większość naszych obserwatoriów jest w opłakanym stanie, przez lustra krajowych cassegrain’ów trudno się nawet przejrzeć.
W tym miejscu mogę zrozumieć – że szlak zawodowca trafia, jak widzi, że amator nie znający podstawowych gwiazdozbiorów kupuje sprzęt, który on wykorzystałby inaczje. Naprawdę – rozumiem to.
Jeżeli wszystko rozumiem, to po co piszę ten artykuł? Nie jest to takie proste. Wydaję mi się, że problem leży gdzie indziej – mianowicie: w złym zrozumieniu różnic między astronomią zawodową, a astronomią amatorską, a w szczególności astrofotografią popularną, czyli nie taką, którą stosują zawodowcy. Już w samych definicjach pojawia się problem, bo jak przyrównać astrofotografię fotometryczną, mierzącą zmiany jasności konkretnego układu, z kolejną “fotką” M42? Nie można, a jednak… W tym wypadku główna różnica jest w samym celu (podmiocie) fotografii. Dla zawodowca astrofotografia jest narzędziem do uzyskania wyniku, w przypadku astrofotografa amatora – wynikiem samym w sobie jest zdjęcie – czyli ostateczną formą jego działania.
Problem pojawi się w tedy, kiedy ktoś spróbuje porównywać “ważność” dwóch, wydawałoby się – podobnych zajęć. Trzeba wreszcie powiedzieć sobie jasno – TO JEST INNA DZIEDZINA!
Patrząc na przekrój użytkowników forów dochodzę do wniosku, że wypełniają je ludzie z dwóch “obozów”, nie zdając sobie z tego sprawy. Co rusz pojawiają się delikatne, na szczęście, spięcia pomiędzy astronomami amatorami, a np. astrofotografami popularnymi. Używam z premedytacją słowa “popularna”, ponieważ nie znajduję lepszego sformułowania, do oddzielenia różnic między astrofoto i astrofoto.
Jeszcze raz podkreślę, że w tym wpisie traktuje głównie o astrofotografii, dotykając tylko powierzchownie astronomii – jako takiej. O ile np. w tradycyjnej fotografii różnica między PRO, a amatorem jest dosyć prosta do zdefiniowania i polega głównie na tym, że PRO zarabia na swojej fotografii, amator robi to samo dla tzw. fun’u. Natomiast w przypadku porównania astronoma (pro) z astrofotografem (amatorem) nie jest już tak łatwo. Obaj tak naprawdę zajmują się zupełnie czymś innym. I tu jest właśnie to wielkie nieporozumienie z pierwszego akapitu. Drodzy astronomowie – zrozumcie, że nasze dziedziny są, delikatnie mówiąc, różne. Podmiot ten sam, ale cel odmienny.
Gdybym miał poszukać jakieś obrazowej analogii, to przychodzi mi do głowy dosyć wulgarne porównanie między ginekologiem, a fotografem Glamour. Obaj mają ten sam podmiot swojego działania, ale jakże różne cele. Obaj mogą być zafascynowani kobiecym pięknem, ale ginekolog musi rozumieć, jakie zachodzą w niej procesy, natomiast fotograf – chyba nawet woli nie wiedzieć, co “tam” się dzieje.
Kosmos jest piękny. Ja, i jestem pewny, wielu astrofotografów – patrzymy na tą kobietę, wybaczcie – na ten kosmos w zupełnie inny sposób. Na same piękno, dla piękna – dla sztuki. Chcę go uwieczniać, patrzeć, aż do skonania. Chcę go pokazywać innym, chce ich zarażać. Nie pociąga mnie natomiast wnikanie w jądra gwiazd, czyli prawdziwą astronomię de facto.
Może nazbyt przesadzam, trochę mnie ciągnie, ale za głupi jestem, i pewnie już za stary. Za mało mam wolnego czasu na pogodzenie pasji astrofotografii i jednocześnie budowanie wiedzy z zakresu. astrofizyki. Chciałbym się mylić, ale obawiam się, że dotykam tu dosyć istotnej kwestii.
Jeżeli obydwie strony “konfliktu” zrozumieją, czym się tak naprawdę fascynują, to będzie to dobre dla wszystkich – także nowych, gubiących się w podstawowych zagadnieniach.
Z drugiej strony, drodzy astronomowie, nie odrzucajcie z zasady astrofotografów zafascynowanych astrofotografią – wszak wielbicie tę samą “kobietę”. I nie ważne, że tak odmiennie na nią patrzycie. Pamiętajmy także, że wszyscy i zawsze zaczynamy od tego samego. Fascynacji tym, co widzimy. Na początku zawsze jest romantyzm. To nas łączy. Wy idziecie dalej, inną drogą. My nie, bo to nie dla nas. Życie ma się jedno, a doba tylko 24 godziny.
A jaka jest przydatność astrofotografii popularnej dla astronomii? W świetle fizycznym? Nikła, być może nawet żadna. Dokładnie na takiej samej zasadzie, jak zdjęcie z okładki Glamour w nijak nie przyda się ortopedzie w zdiagnozowaniu, która kość uległa złamaniu. Tak – mówię to z pełną świadomością i tylko po 1 drinku
Po drugim napisałbym to dosadniej.
Co z tym fantem można zrobić? Nic – zaakceptować siebie, szanować odmienność i czerpać wspólne korzyści z tej odmienności. To tylko od Was, drodzy astronomowie zależy, czy zarazicie nas swoją pasją, czy może wręcz przeciwnie. Ale zapamiętajcie – NIE JESTEM ASTRONOMEM, nawet być może nie do końca jestem astronomem amatorem, w dokładnym słowa znaczeniu. Nikt nim nie jest, kto nie prowadzi żadnych badań, nawet czysto amatorskich. Jeżeli patrzysz na niebo tylko w kontekście jego piękna (fascynacji), a nie rejestrujesz np. zmienności R Leo – nie jesteś astronomem. I kropka.
Nie mam recepty na wszechwiedzę. Nie przyczepiam sobie etykiety, że właśnie oto odkryłem odwieczny problem. Chcę Was zaintrygować i zachęcić do próby pomyślenia, może dyskusji, nad problemem zderzenia się astronomów amatorów, z astrofotografami amatorami.
A może się zwyczajnie mylę? Kto wie? Wiem jedno – kocham astrofotografię, nawet kosztem prawdziwej astronomii. Co za tym idzie, coraz bardziej interesuję się sprzętem, a to już oddala mnie zasadniczo od sedna astronomii. Ale nie wszystko jest dla każdego. Astronom nigdy nie będzie dobrym astrofotografem, i vice wersa.
Podziwiajmy się, bo jest czego.



Marzec 12th, 2007 at 1:02
a to zapytam przewrotnie, czy Ty Adamie, jako zawodowy fotograf, lubisz niedzielnych pstrykaczy? czy jako zawodowy grafik, lubisz “produkcje” amatorów?
może tu jest sedno, że profesjonalista w jakiejś dziedzinie, najwyżej z politowaniem popatrzy na radosną twórczość uprawianą przez amatorów
i że niema znaczenia, czy to astronomia, fizyka, czy hodowla trufli
Marzec 12th, 2007 at 1:19
Fotografem zawodowym nie jestem, broń Boże. Nie zarabiam robieniem zdjęć – zarabiam na zdjęciach innych, jako że nie ma kampanii bez organizacji sesji.
Co do grafiki – tu nie da się tak tego łatwo porównać. Owszem – mierzi mnie design amatorski, jego wymiar estetyczny. Nie ludzie, a jego poziom. Internet jest medium otwartym – tu każdy może sobie coś zaprojektować i upublicznić tysiącom ludzi. W mediach tradycyjnych, z których się wywodzę, tak nie było i nigdy nie będzie. Żaden amator nie opublikuje swojego autorstwa reklamy w prasie, czy TV.
W astrofotografii ta analogia nie zadziała – bo przecież nie mówimy o tym, że zawodowi astronomowie czepiają się kiepskiej jakości zdjęć.
Marzec 12th, 2007 at 1:33
Contra negantem principia non est disputandum!
Damnant quod non intellegunt!
Marzec 12th, 2007 at 1:34
no ale może patrzą na takie fotografie jak na… hmm Cepelię?
no coś może w tym jest, amatorzy pewnie po raz setny mogą się lampić na M42, zawodowcom pewnie już to “nie przystoi”
Marzec 12th, 2007 at 1:37
a w życiu Pawełku nie potępiamy, próbujemy tylko zrozumieć
Marzec 12th, 2007 at 1:47
Dum spiro, sperro…
Marzec 12th, 2007 at 1:50
Drogi Pawle, twoja odpowiedź wyraźnie pokazuje, że coś jest na rzeczy w tym co piszę. Czemu odpowiadasz gotowcami z łaciny? Ja tępy jak but, ale całe szczęście, google mądrzejszy.
- Contra negantem principia non est disputandum!
z kimś, kto zaprzecza pryncypiom nie dyskutuje się
Przeczytałeś tekst? Czy skomentowałeś to, co Ci się wydaje, że tam jest napisane? Proszę zacytować, w którym miejscu atakuje, czy zaprzeczam pryncypiom? Proszę o ponowną lekturę, ale ze zrozumieniem i obiektywizmem. Jasne jest, że tekst jest lekką prowokacją, ale inaczej, nie byłoby polemiki.
- Damnant quod non intellegunt!
potępiają, czego nie rozumieją
Tu tym bardziej mam wrażenie, że cytat Ci się pomylił. Gdzie i w którym miejscu potępiam coś, czego nie rozumiem? No gdzie?
Dziwi mnie wrażliwość astronomów na punkcie astronomii. Nie chce cytować prywatnej korespondencji z astronomami, ale pojawiają się w nich właśnie takie konteksty, że amator jest głupi, nie rozumie, nie jest świadomy, nie jest oświecony, więc nie ma co z nimi dyskutować. Z przykrością stwierdzam, że podobne mam odczucia czytając twoje komentarze. Mam nadzieję, że się mylę i nie napiszesz zaraz – zamknij się przygłupie.
Oczywistym jest, że amatora nie da się przyrównać wiedzą w zagadnieniach astronomicznych. To jak ziarnko piasku do pustyni.
Marzec 12th, 2007 at 1:51
Jak już tak szafujesz łaciną, choć zupełnie nie rozumiem, w jakim celu, to wypada Ci odpowiedzieć:
Audiatur et altera pars.
Marzec 12th, 2007 at 2:22
Ja słucham, rozumiem i wiem do kogo tekst jest adresowany tylko nie wiem po co? Dla mnie wystarczyło to co napisałeś w wątku o promocji! Ja ze strzelbą na nikogo nie wychodzę! Nie jestem też astronomem, mimo iż na co dzień pracuję w astronomii (można powiedzieć, że jestem morfologiem US ale to do astronoma daleko). Tekst ten i obrazek jest atakiem w sumie personalnym, bo nie ma poza mną osoby, która by była krytykiem pomysłu. Ciekaw jestem w sumie z, którym Polskim czy zagranicznym astronomem tak dyskutowałeś, że odniosłeś to swoje wrażenie?
Sam piszesz, że astrofotografia jest daleko, ba z dnia na dzień się oddala od astronomii, czyli chcesz promować astronomię przez coś co jest od niej daleko. Idąc za twoim przykładem promować ginekologię zdjęciami kobiet…?
Dla mnie temat jest zamknięty, ja rozumiem twoje stanowisko ale wiem z doświadczenia jakie już tam sobie zebrałem i od moich mistrzów, że astrofotografia nie jest i nie powinna być startowym narzędziem zachęcania do astronomii i rozpoczynania procesu dydaktycznego. Oczywiście może być elementem dydaktycznym dla zaawansowanej grupy, ba czasem fotki nieruchomym aparatem są super sprawą np. przy omawianiu dynamiki sfery niebieskiej i jej wariacji w zależności od deklinacji ale stosowanie metody na astrofotografię samą w sobie prowadzi do tego co sam obserwujesz na swoim przykładzie zaczynasz iść w sprzęt. To tak samo jak nie powinno się młodemu adeptowi gitary od początku pokazywać gry na zestawach elektrycznych, bo nauczy się i grać ale mawia się, że Ci co zaczynają od elektrycznej nie zagrają dobrze na klasycznej ale ci co świetnie grają na klasycznej będą i potencjalnie będą lepszymi od mechanicznie nauczonych gry tylko na elektryku. I tutaj wniosek jest prosty i zupełnie inny niż Twój, dobry astronom może dużo łatwiej i szybciej zostać dobrym fotografem nieba niż fotograf nieba zostanie dobrym astronomem. Tak samo jak posiadający prawojazdy stworzy mniejsze zagrożenie na drodze bo zna przepisy i zasady jakie ruchem rządzą niż ten co umie doskonale mijać pachołki, wchodzi na ręcznym w piękne poślizgi kontrolowane ale prawa jazdy nie ma.
Ja się sumie zastanawiam, po co wyście mnie poprosili o prelekcje na zlocie? Wroga i tego co strzela i karze ginąć i od małpy Was wyzywa?
Zupełnie mnie nie zrozumieliście! Zupełnie…
Szkoda.
Marzec 12th, 2007 at 2:32
A jak już łacina moja kochana to:
Pacem relinqao vobis, pacem meam do vobis
Pokój wam zostawiam…
Marzec 12th, 2007 at 8:10
Pawle też się zbulwersowałem, ale odebrałem to w ten sposób, że ten strzelec to jest właśnie fotoamator, który strzelając fotki, w taki sposób podchodzi do obiektów na niebie, tak zupełnie bez zrozumienia
a wracając, mi chodziło jedynie o to, żeby zawodowcy zechcieli częściej się udzielać w gronie amatorów, by właśnie z takich “bezmyślnych” pstrykaczy, żebyśmy przerodzili się w prawdziwych miłośników przyrody – miłośników nieba
Pawełku… zupełnie
Marzec 12th, 2007 at 10:17
Pawle, mylisz się – nie jest to żaden atak na Ciebie. Tak jak już gdzieś wcześniej ustaliliśmy, pogadamy w Bieszczadach. Widać, nie potrafię tego przekazać zrozumiale tekstem pisanym – przyjmuję to za pewnik.
Zauważ, że ja nie atakuje astronomów, tylko zwracam uwagę i proszę o więcej tolerancji. Natomiast bardziej zdecydowanie zarzucam astrofotografom, że nie są astronomami, nawet amatorami. Ale tak jest, bo zajmują się zgoła czym innym. Inne są “podniety”.
Co do tych “ginekologów” i promocji ginekologii przez pokazywanie kobiet. Kto wie, ilu jest młodych ludzi, którzy zainteresowali się ginekologią poprzez oglądanie zdjęć kobiet
Może dzięki temu stali się koneserami
To jest tak samo daleko posunięty wniosek, jak i ten o moim ataku na Twoją osobę.
Sprawa ostatniego wątku o promocji jest tylko jednym z wielu bodźców do napisania tego posta. Zresztą – wiele razy rozmawiamy o tym, także z Sumasem, który ostatnio na własnej skórze poczuł stosunek astronomii zawodowej, do amatorów. Ale proszę nie umieszczać tu żadnych nazwisk, bo wtedy będzie “personalizacja” problemu – a wyraźnie napisałem o szacunku do wielkiej pracy i poświęcenia.
“Pokój wam zostawiam”.
Marzec 12th, 2007 at 10:19
Co do ilustracji – umieszczam je zupełnie świadomie. Mają intrygować i zmuszać do myślenia. Nie jest tu powiedziane, kto do kogo strzela, ale piękne jest to, jak dwie różne osoby mogą odczytać przekaz zupełnie po 2 biegunach.
Ja zdjęcie odczytuje jeszcze inaczej, ale nie powiem jak
Marzec 12th, 2007 at 11:52
A nie pominąłeś Adamie w swojej subiektywnej ocenie:
1. “Ogniw pośrednich” (tylko bez urazy, proszę) – popularyzatorów astronomii udzielających się z referatami na naszych zlotach, działających w PTMA’ch a jednocześnie będących mniej lub bardziej zawodowymi astronomami. Dla mnie są jak pomosty przerzucane między dwoma naszymi środowiskami…
2. Zawodowych astronomów, którzy przez dziesięciolecia różnymi sposobami starają się przybliżyć astronomię masom amatorów np. David H. Levy i jego “Niebo. Poradnik użytkownika.”, będące swego rodzaju Biblią dla astroamatorów.
Pozdrawiam.
Marzec 12th, 2007 at 12:10
Oczywiście – masz rację – pominąłem, bo nie rolą tego wpisu było listowanie ludzi zasłużonych, bo jest ich bardzo dużo. Bardzo daleki jestem od takich porównań.
Ja piszę o amatorach, o pewnej ich grupie – bardzo specyficznej, która niezbyt jest lubiana przez astronomię. Piszę o tych, którzy robią zdjęcia tylko dla “sztuki”, nie zaś stricte astronomii. I nie chodzi tu o porównanie, kto jest lepszy, a o to, żeby taki stan zrozumieć i zaakceptować. Po prostu obawiam się, że taki astrofotograf amator nigdy nie zainteresuje się tabelkami, czy innymi cyferkami w astronomii.
Chociaż – też nie można nigdy mówić nigdy. No ale jeżeli chcieć sobie uogólnić, to tak właśnie wczoraj poczyniłem. Nie doszukujcie się jakiegoś celu w tym moim artykule – wyraźnie napisałem, że jest to subiektywna myśl, która rodziła się w głowie. A blog ma właśnie taką rolę, że w nim się pisze, co w głowie kołacze, nawet jeżeli po jutrze okazuje się to kompletną bzdurą.
Marzec 12th, 2007 at 12:14
Można tylko pomarzyć o sytuacji, w której po wrzuceniu zdjęcia przez “pstrykacza”, ignoranta astronomii, zawodowy astronom dopisuje się i tłumaczy, co jest na zdjęciu. Może coś tam się wczoraj wydarzyło, o czym on wie, a ludzie nie wiedzą.
A nie kolejny raz widzę na forum tekst, że same informacje techniczne, a nic o astronomii. No litości, jeżeli ktoś chce wyrazić swoją astronomię, to niech to zrobi – w tym samym wątku. Nie ma co się obrażać, oburzać na pstrykaczy, że nie pasjonuje ich dokładnie to, co tam zachodzi.
Jeszcze raz – wróćcie na forum, zerknijcie w dział astrofotografia i uświadomcie sobie, ile tam jest astronomii, a ile wiedzy o sprzęcie do obrazowania, o technikach, etc. Nie dowiecie się, co jest na zdjęciu (dokładniej niż tylko nazwa), nie przeczytacie, w jakim celu obiekt został zobrazowany. Zwyczajnie dlatego, że został zobrazowany tylko i wyłącznie dla jego zobrazowania – tak, żeby wyglądał jak najpiękniej.
O tym właśnie piszę, a nie atakuje astronomów.
Marzec 12th, 2007 at 15:39
Ni cholery nie rozumiem, ani tego wpisu, ani dyskusji.
Zawodowi astronomowie robią swoje, czyli (jak sądzę) prowadzą formułują hipotezy, tworzą modele budowy czy ewolucji planet/układów/gwiazd/galaktyk/wszechświatów, weryfikują je na podstawie obserwacji (niekoniecznie wizualnych) czy symulacji komputerowych i tak w kółko. Co to ma wspólnego z astrofoto – pewnie nic. Astronomia profesjonalna ma więcej wspólnego z matematyką i fizyką, niż z obserwacją nieba w zakresie widzialnym.
Pewnie dyskusja z astroamatorami pasjonuje zawodowców mniej więcej tak, jak mnie wysłuchiwanie od kolegów, że znów mają “zbyt długiego pinga” przy grze w Quake’a.
Problem chyba w tym, że astrofotografowie, skoro już wydali te tysiące dolarów na sprzęt i wymarzli po nocach, oczekiwaliby od profesjonalistów choć trochę uznania dla swoich osiągnięć, a ci niekoniecznie muszą widzieć w ich obrazkach coś ciekawszego niż w rozkładówce Playboya.
A już zupełnie nie rozumiem sugestii Sumasa, w czym miałoby pomóc doklejanie do każdego zdjęcia naukowego wyjaśnienia, co dokładnie na nim widać? Jeśli czytam dyskusję o zdjęciu trypletu Lwa i nie wiem, co to jest, to wklejam to w google i już widzę http://en.wikipedia.org/wiki/Leo_Triplet. Jak zechcę wiedzieć więcej – kliknę na odnośniki, aż do poziomu w którym przestaję rozumieć, co czytam.
Marzec 12th, 2007 at 15:48
Masz rację, zgadzam się z tym, że to zupełnie 2 różne dziedziny. To właśnie starałem się stwierdzić, choć przyznaję, że w twoim tekście jest to wyraźniej widoczne.
Natomiast zupełnie nie chce oczekiwać niczego od żadnej z grup. Każdy niech robi co chce i co potrafi – najlepiej jak to tylko możliwe. Faktem natomiast jest to, że praca astronoma ma coś przynieść, nawet przyszłym pokoleniom. Praca astrofotografa amatora ma przynieść li tylko satysfakcję – dla niego samego.
Marzec 12th, 2007 at 16:18
Czyli, to co było napisane, że astrofotografia nie koneicznie dobrze będzie promować astronomię bo to 2 różne sprawy to prawda.
Astrofoto to sztuka jak sami piszecie dla fanu co nie jest równoznaczne z fanem płynącym z astronomii.
To jest oczywista racja płynąca z prostego, logicznego przemyślenia waszych wpisów w dyskusji!
Marzec 12th, 2007 at 16:27
Ferdek – no właśnie nie do końca. Na tym właśnie polega paradoks tej sytuacji. Żeby “dzieciaka” jakoś zaintrygować, to trzeba mu jakoś przypomnieć o astronomii. No najlepiej zrobić film, bo rozbudza wyobraźnie i kreuje modę najskuteczniej. Można zrobić serial, zamiast M-jak miłość, to A-jak astronomia. Albo kolejną edycję “Tańca z gwiazdami”. Obawiam się, że póki co nikt z nas nie jest w stanie zrealizować takiej produkcji na masową skalę.
Można za to pokazywać kosmos – przecież podmiot mamy ten sam – tzn. astronomię. Inaczej tylko go “eksploatujemy”. Na pewno 10-latka bardziej zaintrygujesz zdjęciem na rozkładówce NG, niż tabelką zminy janości jakiejś hipotetycznej gwiazdy. Nie od razu wszystko.
Można pokazywać zdjęcia i w ten sposób jest duża szansa, że astronomia stanie się popularniejsza, a przez to, być może kogoś pchnie w stronę prawdziwej astronomii.
Nikomu to nie szkodzi, a zawsze coś może spowodować. Nie lubię dyskusji, że czegoś nie warto robić, jeżeli jest ktoś taki, co chce to zrobić. Poza tym, pomysły mają to do siebie, że odpowiedź na pytanie, czy jest dobry, czy zły można poznać tylko po ich realizacji.
Każda inicjatywa w małym środowisku jest na wagę złota. Cokolwiek, niech każdy robi co potrafii, dla siebie i dla ogółu – bez zniechęcania innych, “bo ja mam lepszy pomysł”. Czas to zweryfikuje.
Marzec 12th, 2007 at 16:29
Aha – zapamiętajmy jedno ważne zdanie: na początki drogi wszyscy jesteśmy tacy sami – zero wiedzy, czyści jak biała karta. Tak więc odbiór tej samej astronomii na początku jest ten sam – romantyczna fascynacja. Dopiero później ludzie idą różnymi ścieżkami.
Więc jak można intrygować tych “startujących” najlepiej? Wg mnie zdjęciami – astrofotografią.
Marzec 12th, 2007 at 17:04
Wg Ciebie tak ale sam napisałeś, że astrofoto przechodzi potem od fascynacji niebem w nieco inną stronę – a doświadczenia metodyczne i dydaktyczne mówią co innego niż teza jaką stawiasz!
Ale nie masz przecież doświadczenia w tej dziedzinie i trzeba wybaczyć te błędne przekonania
Marzec 12th, 2007 at 17:15
No zdecydowanie nie mam doświadczenia w dydaktyce astronomicznej. Nie mówmy o rzeczach oczywistych, tym bardziej nie próbujmy się obrażać, bo ostatnie zdanie zalatuje już “brakiem argumentu”. Ale może się mylę, i tylko moje ego jest nadwrażliwe
W takim razie powiedz mi Pawle, jak chcesz “metodami dydaktycznymi” uczynić astronomię popularniejszą? Jak chcesz przeciętnego zjadacza chleba zainteresować astronomią poprzez dydaktykę?
Mylisz pojęcia – dydaktyka i metodyka jest dopiero w następnym kroku. To są standardy promocji – podstawy z elementarza. Najpierw emocje, intryga, dopiero w następnym kroku “konsumpcja”, lub w tym wypadku dydaktyka.
Zrozum także, że w żadnym miejscu nikt, w tym ja, nie twierdzi, że “astrofotografia” zamiast “dydaktyki”. Nie wiem, skąd sobie to ubzdurałeś. Nigdzie też nie piszę, że metodyka i dydaktyka jest złym rozwiązaniem. Jak mam napisać to zdanie, żebyś już nie pisał, że atakuje astronomów i burzę pryncypia?
Marzec 12th, 2007 at 17:24
Przecież dałem
Marzec 12th, 2007 at 17:27
Marzec 12th, 2007 at 17:29
A tam jesli już mowa o PR i dydaktyce czy nie powinno to zgodnie z bazowymi zasadami iść w parze?
Marzec 12th, 2007 at 17:59
TAK, TAK, TAK! Kropka!
Lipiec 9th, 2007 at 23:04
Przeczytalem z ciekawoscia artykul i komentarze. Dyskusja wedlug mnie troche za bardzo pelna antagonizmow. Ale temat bardzo ciekawy.
Ja jestem poczatkujacym astrofotografem amatorem rzecz jasna. Ale moja sytuacja jest nieco inna, poniewaz ukonczylem studia na wydziale fizyki i astronomii. Wiec cos tam liznalem z astronomi profesjonalnej.
Mnie od bardzo dawna interesuje astronomia, jako nauka scisla. Szczegolnie kosmologia. I w sumie nie widze problemu jaki Wy poruszaliscie. Dla mnie oczywiste jest to ze ktos kto interesuje sie astronomia, podziwia rowniez piekno wszechswiata! A o to chodzi w astrofotografii amatorskiej przeciez, zeby to piekno ukazac.
Ja zaczalem sie interesowac astronomia od artykulow popularnonaukowych, potem byly ksiazki, czesto ilusrowane zdjeciami. I zgodze sie calkowiice z Adamem, ze to zdjecia rozbudzaly wyobraznie, i to w bardzo duzym stopniu.
Jakis czas tmu moj przyjaciel zapytal mnie jaki jest sens w robieniu zdjec nieba, skoro one nie maja zadnej wartosci naukowej. Bardzo mnie to pytanie zdziwilo prawde mowiac. Bo tu czesto chodzi wlasnie o sama estetyke. Jesli kos robi super zdjecia przyrody, natury to niekoniecznie musi interesowac sie dendrologia czy geologia. A chyba wielu sposrod nas takie zdjecia podziwia.
Wedlug mnie to czysta przyjemnosc. Ja ja mowilem sam zamierzam zajac sie bardziej astrofotografia. Dla mnie to swietny sposob na podsycanie pasji takze tej astronomicznej, a nie tylko astrofotograficznej. Wartosc dydaktyczna astrofotografii jest dla mnie oczywista. To ze ktos nie widzi potrzseby zglebiania procesow jakie stoja za tym wszystkim co widac na niebie, no coz…szkoda. Ale podziwianie tych obiektow samych w sobie jest jak najbardziej zrozumiele. Bo one sa piekne przeciez.
Astrofotograf amator moze byc rowniez astronomem amatorem. Ja mam zamiar rozwijac oba zainteresowania. A amator moze tez uczyc sie poprzez wlasne obserwacje. Jesli tylko chce.
Kazdy kto chce zobaczyc w jaki sposob obserwacje w przydomowym ogrodku moga miec tez wartosc naukowa, chocby symboliczna, moze siegnac do fajnej ksiazki Andrzeja Branickiego “Obserwacje i pomiary astronomiczne dla studentów, uczniów i milosników astronomii”. Uwazam ze to dobra pozycja. Ja sam w przyslosci chcialbym przeprowadzac jakies obserwacje, ktore pozwoliby by mnie samemu zaobserwowac jakies zjawisko, np. poczerwienienie galaktyk. Do tego potrzebny jest zapewne jakis drozszy sprzt, ale dla mnie to wielka frajda, samemu doswiadczyc tego o czym sie czyta w ksiazkach. Poza tym mozn obserwowac zmiennosc gwiazd zmiennych, moze mozna by sprobowac wyznaczyc efemerydy jakis nowo odkrytych komet (zrozumiec mechanike nieba). Profesjonalne obserwacje i wyniki sa poza zasiegioem amatorow, ale telskopu 50- 60 cm pozwolilyby juz na odkrywanie supernowych, komet, moze na jakies pomiary fotometryczne, spektroskopowe. Dla mnie bylaby to wielka fraja.Poza tym samo obcowanie z rozgwiezdzonym niebem ma dla mnie niezaprzeczalne estetyczne wartosci, o ktorych nigdy, uwazam, nie nalezy zapominac. Mysle ze profesjonalisci rowniez je dostrzegaja.
To ze to srodowisko moze sie troche “wypinac” na amatorow, to pewnie pewnego rodzaju zadufanie. W sobie i w swojej wiedzy. To tez czesto spotykana cecha. Mam kilkoro znajomych ktorzy kontynuuja na poziomie doktoratu. I mysle ze to pewnego rodzaju rekompensata za to ze oni czesto klepia po prostu biede. Niestety. Tak wyglada u nas uprawianie nauki. A czasami pewnie zwykle poczucie wyzszsci, skadinad sluszne, bo jest to pewnego rodzaju wyzszosc wiedzy, ale jesli jest to jakas agresja czy ponizanie, to jest to rownoznaczne z glupota wg mnie.
Nie kazdy sie nadaje do uprawiania nauki na najwyzszym poziomie (nawet Ci ktorzy probuja to robic, czasami kompletnie sie do tego nie nadaja hehe), ale i nie kazdy musi. Ja tez uwazam ze wszyscy patrzymy na ten sam wszechswiat, w nieco inny sposob, ale zawsze. To oczywiscie profesjonalisci dostarczaja nam wiedzy o kosmosie i jestem pelen podziwu dla tego co robia. To czesto swietne umysly. Niebywale jest to ze czlowiek ze swoimi ograniczeniami jest dzis w stanie objac najdalsze zakatki wszechswiata i zrozumiec procesy jakie tam zachodza. Odpowiedziec na pytanie dlaczego Slonce swieci i wiele innych.
Wiec sumujac uwazam ze astrofotografia to swietna sprawa, ma swoj wplyw na popularyzowanie nauki, poprzez zaciekawienie. Wydawanie grubych pieniedzy na to hobby ma sens. Bo to wspaniale hobby. Nawet jesli tylko dla samego piekna estetycznego!
I oczywiscie zachecam do poznawania glebszego sensu tego co sie widzi na niebie, bo to naprwade ciekawe sprawy. Ostatnio mamy mnostwo ksiazek popularnonaukowych traktujacych o kosmologii, gdzie nie trzeba znac ogolnej teorii wzglednosci aby cos zrozumiec. Niektorzy profesorowie nie uznaja takich ksiazek, bo uwazaja ze one nie sa wstanie opisac prawdziwej natury omawianych zjawisc, bez pozanania aparatu matematycznego. To fakt ze czesto sa one mgliste i ze jak je czytam to dostrzegam roznice miedzy takim ich przedstawianiem a pelnym opisem naukowym. Ale i takie proby sa pomocne ludziom ktorzy sie nauka nie zajmuja zawodowo. I mysle ze sa potrzebne. Niejeden kosmolog zaczal sie interesowac tematem po lekturze “Pierwszych trzech minut” S.Weinberga. Polecam tez ksiazki Michala Hellera.
Koncze juz bo sie rozpisalem.
Mysle ze spor miedzy jednym srodowiskiem a drugim jet niepotrzebny, a lekcewazeniem astronomow zawodowych wcale bym sie nie przejmowal.
Pozdrawiam wszystkich milosnikow nocnego (i nie tylko) nieba!!
damian
Lipiec 10th, 2007 at 14:32
Dziękuję za rewelacyjny komentarz, tym bardziej, że jest bardzo bliski mojemu postrzeganiu tych dwóch środowisk. Ja wiem jedno – im więcej “amatorów”, tym rynek większy. Im większy rynek, tym większe prawdopodobieństwo na zainspirowanie przyszłego “Kopernika” z Polski. To zupełnie naturalne. W dzisiejszych, szybkich czasach, jeżeli dziecka coś nie zainspiruje w odpowiednim momencie, to prawdopodobnie nawet największy talent zostanie stracony, a geniusz zostanie np. handlowcem.
Sierpień 26th, 2010 at 16:24
zo slim ben ik niet:)) interresant.
bedankt…